Mariusz Pudzianowski Team

Rozmowa z Mariuszem Pudzianowskim  

Rozmawiamy w Pańskim słynnym Actrosie z naczepą reklamującą najsłynniejszego Strongmana Europy. Ale to chyba taka reklamówka, używana sporadycznie?

– Skąd, to auto jest normalnie eksploatowane od samego początku, ale dostał je taki kierowca, który o nie dba, pilnuje i dlatego zestaw wygląda tak świeżo, choć ma już ponad 60 tys. km.

No dobrze, jak się zaczęła sprawa ciężarówek i transportu w Pana przypadku?

– To było chyba w roku 2007, współpracowałem wtedy z jedną z firm ciężarowych i dostałem ciężarówkę do wożenia sprzętu, a potem, gdy mimo sporej ilości obsługiwanych imprez okazało się, że jest za mało wykorzystany, że koszty stałe są relatywnie duże, „puściłem go” do firmy Pruszyński, żeby zaczął zarabiać pieniądze. Z czasem zaczęły one spływać, więc kupiłem drugi samochód, trzeci i czwarty, aż poleciało do kilkunastu.

A wcześniej miał Pan cokolwiek wspólnego z ciężarówkami?

– Nic.

Może jakieś prywatne opinie, spostrzeżenia albo ulubione marki...

– Nie, raczej nic, no poza amerykańskimi truckami, rzeczywiście wspaniałymi, widywałem je także w USA, ale u nas w Polsce nie da się nimi jeździć z racji wymiarów. Podobały mi się wizualnie, nawet przez moment myślałem sam, żeby sobie ściągnąć taką, ale przepisy uniemożliwiły.

Wróć
Ta strona używa ciasteczek (cookies), dzięki którym nasz serwis może działać lepiej. Więcej...